23
Mar
2017
4

Seria Niefortunnych Zdarzeń – świat groteski i absurdu

Seria Niefortunnych Zdarzeń to serial równie szalony, co absurdalny, ale tylko i wyłącznie w pozytywnym tych słów znaczeniu. Już po pierwszym odcinku widz dowiaduje się, czy zostanie fanem przedstawionego klimatu, czy też nie.

O co chodzi?

Seria Niefortunnych Zdarzeń opowiada historię trójki utalentowanego rodzeństwa, Wioletki, Klausa i Słoneczko. Pewnego dnia dzieci zostają sierotami i zostają oddane pod opiekę najbliższemu krewnemu. Zła interpretacja terminu “najbliższy krewny” doprowadziła do tego, że trafiły one w ręce okrutnego Hrabiego Olafa, którego celem jest przejęcie ich pokaźnego majątku.

Seria niefortunnych zdarzeń

Opinie

FilipFilip

Seria Niefortunnych Zdarzeń to z pewnością nie serial dla każdego. W piątek trzynastego, trzynaście lat po premierze adaptacji filmowej serii książek Lemony’ego Snicketa wydanej w trzynastu książkach, na platformie Netflix wylądował pierwszy sezon tej produkcji. Fani filmu pewnie wiedzą, czego spodziewać się, jeżeli chodzi o to, co zostało w nim przedstawione. Dla laików z pewnością będzie to coś nowego. Serial ten swoim specyficznym klimatem może odstraszyć nie lada wyjadaczy, a i sama historia okazuje się być bardzo specyficzną.

Seria Niefortunnych Zdarzeń na każdym kroku daje nam mieszankę przewidywalności z tym, co nieprzewidywalne. Od razu widać, że człowiek wchodzący kadr to główny złoczyńca w przebraniu, ale za chwilę zostajemy zaskoczeni tym, że rzeźba stojąca w ogrodzie to tak naprawdę człowiek. Zatrzymując się przy głównym złym – kreacja Neila Patricka Harrisa zdaje się lepiej wpisywać w klimat historii, znacznie lepiej niż wersja Jima Carreya. Harris ukazuje nam postać, która jest okrutna, lekkomyślna, ale zarazem genialna, przedstawiona z nutką ironii. Nie można też pominąć reszty obsady, ponieważ wszyscy wdrapują się tutaj na sam szczyt. Sieroty zostały zagrane genialnie, sam nie wiem skąd u tak młodych osób taki potencjał aktorski.

Seria Niefortunnych Zdarzeń to zupełnie absurdalny i groteskowy świat, gdzie dzieci zdają się być o wiele, wiele mądrzejsze od dorosłych. Sceny w produkcji przypominają nam o tym, kiedy tylko mogą ironicznie czyniąc z pełnoletnich bezmózgie twory, które o niczym nie mają pojęcia, niczym się nie przejmują i nic ich nie interesuje. Ze wszystkich postaci, które mamy okazję spotkać kipi absurd, absolutne przerysowanie. Zdaje się, że reżyser bardzo dobrze rozumie świat, w którym dzieje się akcja Serii Niefortunnych Zdarzeń i czuje się swobodnie w przedstawianiu nam go. Produkcja nie tylko jest świetnie napisana, ale same zdjęcia są imponujące podczas dryfowania po tej krainie ironii.

Podsumowując, Seria Niefortunnych Zdarzeń to serial, który z pewnością potrzebuje swoje własne grono fanów. Jedni będą się na nim świetnie bawić, tak jak ja i Manu, a drudzy po prostu zostawią go już po pierwszym odcinku. Dobranie rekwizytów, kostiumów oraz świat przedstawiony idealnie odzwierciedla to, co pisarz chciał przekazać w swoich historiach. Wciągnął mnie bez reszty, odcinek za odcinkiem byłem coraz bardziej z nim zżyty. Jeżeli ktoś nie widział, to gorąco polecam spróbować pierwszego odcinka jak najszybciej!

Seria niefortunnych zdarzeń

ManuManu

„Jeśli lubicie historie ze szczęśliwym zakończeniem, lepiej poszukajcie ich gdzie indziej” – takimi słowami narratora (Lemony Snicket) rozpoczyna się serial Seria Niefortunnych Zdarzeń, ekranizacja kultowej serii książek dla młodzieży. Oddaje to w zasadzie istotę tej historii, ale nie należy ona jednocześnie do płaczliwych opowieści, które doprowadzają widza do rozstroju nerwowego. Jest ona raczej rodzajem groteski, tragikomedii, gdzie dramat bohaterów równoważy się z dawką czarnego humoru. Serial przesycony jest absurdem, nie tylko w zachowaniach postaci, scenografii, ale nawet nazwach własnych, jak Mecenat Mnożenia Mamony. Wszystko to sprawia, że jest to pozycja dla szczególnego rodzaju widzów, których tak charakterystyczne i absurdalne kino nie tylko nie zraża, ale wręcz przyciąga.

Główni bohaterowie, trójka osieroconego rodzeństwa, wykazuje się wyjątkową inteligencją, jakby na przekór otaczających ich dorosłym. Główny złoczyńca, Hrabia Olaf (w tej roli znakomity Neil Patrick Harris), na tym tle jest nie tyle przebiegły, co po prostu nie tak bezmyślnie naiwny, jak pozostałe postacie. Hrabia, marny aktor o wysokim mniemaniu, za wszelką cenę pragnie dobrać się do majątku rodzeństwa Baudelaire. Sięga w tym celu po naprawdę absurdalne metody, wykorzystując swoje „zdolności aktorskie”. W przypadku Olafa może i trudno mówić o zdolnościach aktorskich, za to Neil Patrick Harris spisał się w roli znakomicie.

W tej groteskowej mieszance próżno szukać słabych ról czy słabej scenografii. Każda scena jest idealnie wpisana w klimat serialu, przenosząc nas do zupełnie innego świata. Wszystko z perfekcyjną dokładnością, budżet aż bije po oczach. Stworzona na potrzeby serialu rzeczywistość nieco przypomina produkcje Tima Burtona, więc fani jego twórczości powinni się tu doskonale odnaleźć. Jednak na moje szczególne uznanie zasługuje narrator, pojawiający się od czasu do czasu na ekranie. Lemony Snicket prowadzi nas przez serial, co jakiś czas wtrącając komentarze i wyjaśnienia. Nie są to jednak wyjaśnienia jakich moglibyśmy się spodziewać. Narrator tłumaczy podstawowe zwroty, niczym dla ludzi opóźnionych w rozwoju – „Nie, loco parentis nie oznacza, że ma się szalonych rodziców.”

Seria Niefortunnych Zdarzeń nie jest serialem łatwym, nie w sensie zrozumienia, ale uniwersalności. W przypadku tej produkcji trudno rzucić: „Zobacz, na pewno Ci się spodoba!”. Klimat jest na tyle specyficzny, że bardzo trudno o taką pewność. Myślę jednak, że obejrzenie kilkunastu minut pierwszego odcinka pokazuje doskonale z czym mamy do czynienia i czy chcemy w to brnąć. Można sprawdzić to również w inny sposób… jeśli po obejrzeniu intro serialu będziecie mieli dość, to marne szanse, że zostaniecie na dłużej. Każdego z Was zachęcam jednak do spróbowania, bo naprawdę warto.

 

4

Poznaj inne nasze wpisy

The Big Bang Theory i Young Sheldon – czyli dr Cooper i spółka
KOMIKS NA RAZ #2 – Horror w sielankowym Riverdale
Dlaczego Marvel/Netflix robi to lepiej?
Tabu – powiew XIX-wiecznego Londynu

2 Responses

  1. Sandra

    Jeśli spodobała wam się taka stylistyka to polecam zapoznanie się z filmami Wesa Andersona, w szczególności z Grand Budapest Hotel.

Dodaj komentarz