3
Lut
2017
5

Kiczowata klasyka gatunku – kilka słów o kultowym horrorze

Jesteśmy dość barwną parą, mamy różne wspólne zainteresowania i pasje, ale istnieją też te, którymi się różnimy. Jedną z nich jest zamiłowanie Filipa do klasycznych horrorów z lat ‘70-‘90, których miarą jakości zdaje się być ilość kiczu.

Tak jest z pewnością w tym przypadku – Martwe Zło to pierwsze dziwactwo, które obejrzeliśmy wspólnie. Dyskutując między każdą z części, doszliśmy do wniosku, że w gruncie rzeczy to świetna produkcja, mimo swojej nieopisanej głupoty.

Czym jest Martwe Zło?

Martwe Zło jest filmem opartym na typowym dla gatunku schemacie, piątka studentów wybiera się na weekendową podróż do wynajętego domku w górach. Jak to zwykle bywa, nie znaleźli tam upragnionej wolności, a kłopoty. W tym przypadku Księgę Umarłych zwaną Naturan Demantos (tak jest w pierwszej części, natomiast w kolejnych jest to Necronomicon ex Mortis). Strojąc sobie żarty ze znaleziska i z nagrania profesora badającego wcześniej księgę, niczego nieświadomi bohaterowie uwalniają żyjące od wieków zło, które przejmuje kontrolę nad otaczającym ich terenem.

Fabuła drugiej części oparta jest o pierwszą i stanowi mały reboot. Tutaj Ash, czyli główny bohater, wraz z przyjaciółmi, pragnie spędzić noc w opuszczonym górskim domku. Znajdują tam wyżej wspomnianą księgę i nagranie, tak jak poprzednio – uwalniają zło. Opanowuje ono dziewczynę Ashleya, a przez ugryzienie również jego rękę, którą jest zmuszony odciąć. Zastępuję ją jednak piłą mechaniczną! Główny bohater walczy o życie, a koniec filmu pozostawia nas z cliffhangerem prowadzącym do trzeciej części – Armii Ciemności. Tym razem Ash przenosi się do średniowiecza, by stawić czoła dawnemu wrogowi i ocalić ludzkość. Czy uda mu się to zrobić? Przekonajcie się sami. Warto wspomnieć również o serialu Ash kontra Martwe Zło, który swoją premierę miał w 2015 roku i ukazuje dalsze batalie Bruce’a Campbella z demonami wysłanymi z głębi piekieł. Zarówno filmom, jak i serialowi warto poświęcić chwilę czasu.

Opinie

FilipFILIP / Od momentu, gdy tylko zobaczyłem tę trylogię po raz pierwszy, od razu zrozumiałem dlaczego dostała miano “kultowej”. Miała w sobie coś innego, coś, czego żaden inny horror tak naprawdę nie posiada – dużą dozę czarnego humoru połączonego z kiczowatymi efektami specjalnymi i hektolitrami wylanej krwi. Zawsze chciałem się z kimś podzielić tą produkcją, obejrzeć wspólnie, ale niestety, nie znalazł się nikt na tyle szalony… Ale jak mówi stare powiedzenie “nigdy nie mów nigdy”. Wreszcie znalazłem swojego własnego świra, z którym mogę dzielić wszystko, dosłownie wszystko, co lubię. Tak było i w tym przypadku, ponieważ to ja namówiłem Manu na wspólny seans z trylogią Martwego Zła.

Na początku wyglądała na nieco zdziwioną i zażenowaną, ale potem było coraz lepiej. Ogarnęła klimat i od razu wiedziała na czym polega jego magia, dlaczego ją tak lubię. Nie zabrakło momentów typu “what the hell?!”, ale również tych, w których oboje wybuchaliśmy śmiechem. Przykładem może być scena, w której Ash pozbywa się swoich małych klonów. Jeden z nich wskakuje do jego żołądka i aby go załatwić wypija czajnik wrzątku. To nie koniec, ponieważ przez martwego wewnątrz bohatera klona, zaczyna wyrastać mu druga głowa i tak rodzi się jego “zły brat bliźniak”, który staje się głównym przeciwnikiem w Armii Ciemności. Moment, w którym zobaczyłem zaskoczenie na twarzy Manu zapamiętałem bardzo dobrze. Było to, gdy wiszące na ścianach wypchane zwierzęta zaczęły się śmiać.

Zawsze chętnie będę wracał do tej trylogii, ponieważ daje mi wiele przyjemności i śmiechu przez wszechobecny ogrom kiczu. A dodając do tego fakt, że uwielbiam oglądać filmy z Manu, to kiczowate produkcje pewnie jeszcze nie raz zagoszczą na naszym ekranie oraz blogu. Podsumowując, już tak ostatecznie, pierwsza część była dla mnie dobra, ale bez przesady, druga genialna, trzecia gdzieś pomiędzy (mimo, że najbardziej niedorzeczna).

 

ManuMANU / Od momentu, gdy tylko zobaczyłam tę trylogię od razu zrozumiałam dlaczego dostała miano “kultowej”, albo i nie. Martwe Zło z pewnością ma w sobie coś czego nie posiada żaden inny horror, ilość kiczu mierzoną w tonach. Nie jest to horror, który można brać na poważnie (jeśli w ogóle jakiś można). Jump scare? Zapomnijcie, przy oglądaniu tej produkcji obowiązują jedynie dwa tryby: zażenowanie, jeśli uprzecie się traktować ją poważnie, albo niedowierzanie połączone z dobrą zabawą, gdy zdecydujecie się oglądać ją z przymrużeniem oka.

Druga część trylogii wydaje się być nieco lepsza od pierwszej, ale bez szaleństwa. W końcu nie mamy do czynienia z kinem najwyższych lotów. Za to Armia Ciemności – polecam wypicie czegoś wysokoprocentowego przed seansem (szkoda, że nie piję), nie każdy przetrawi to na trzeźwo. Trzecia część to pozycja dla filmowych masochistów, takich jak Filip. Co nie znaczy, że te produkcje są złe, wręcz przeciwnie, mają swój dziwaczny urok. W tym natłoku niedorzeczności, kiczu i plastikowych efektów jest coś, co przyciąga. Nie jest to kino dla każdego, ale warto spróbować. Piła mechaniczna zamiast ręki, pomyślcie o tym.

Czekamy na Wasze opinie dotyczące trylogii Martwe Zło i podobnych produkcji.

5

Poznaj inne nasze wpisy

KOMIKS NA RAZ #2 – Horror w sielankowym Riverdale
KOMIKS NA RAZ #1 – Zmarnowana okazja DC Comics
Logan – zupełnie inny film o X-Menach
Stranger Things – gdy wszystko wywraca się do góry nogami

1 Response

  1. Mateusz Kaczorowski

    Ja tam podchodzę do tego typu filmów, tego typu produkcji z totalnym luzem, ponieważ wiem, że to po prostu będzie dla mnie „odmóżdżacz”, niewymagający od widza wiele, ale za to dostarczający dużo funu. Kicz kicz kiczem pogania, ale to właśnie cały urok Martwego Zła. Na wielu forach można się spotkać z tym, że ludzie oceniają ten film źle – podejrzewam, że to wynika właśnie ze złego podejścia do przedstawionej historii, szukania nie wiadomo po co głębi, przesłania w nim – a ja mówię kij im w oko, film jest dobry i robi to co w zamierzeniu twórców robić miał, czyli dostarczać rozrywki dla oczu.
    Co prawda wielkim fanem starych horrorów nie jestem, ale to pewnie dlatego, że nie widziałem ich zbyt wiele. Muszę podpytać Filipa o jakieś ciekawe propozycje 🙂

    Dodatkowo serial stanowi (moim zdaniem) idealną kontynuację i zachował ducha poprzednich części. Do teraz pamiętam żyjące jelito w kostnicy i to jak Ash wszedł przez pewien otwór do… A, nie będę tego pisał xD Takich momentów w serialu jest dużo więcej i tworząc go, reżyser wspina się na kolejne szczeble drabinki absurdalności i kiczu (ALE O TO WŁAŚNIE CHODZI!).

    Teraz sobie przypomniałem, że nie obejrzałem jeszcze tej Armii Ciemności 🙁 Czas nadrobić, ale na razie licencjat i sesja 🙂

    Trzymajcie się!

Dodaj komentarz