29
Maj
2017
3

Doctor Who – wrażenia po pierwszej połowie 10 sezonu

Serial Doctor Who przez wiele lat znalazł rzeszę fanów, ale też takie samo grono przeciwników. W nowej generacji, która rozpoczęła swój pierwszy sezon w 2005 roku mieliśmy już czterech Doktorów.

Peter Capaldi odgrywa dwunastą inkarnację naszego protagonisty na przestrzeni całej serii, która swoje początki ma w 1963 roku. Produkcja ta łączy w sobie absurd, podróże w czasie i wszystko to, co powinno zawierać dobre science-fiction. W tym roku na antenie telewizji BBC emitowany jest już dziesiąty sezon nowej generacji.

Opinie

ManuManu

Doctor Who to styl życia. Potwierdzi to każdy, kto wszedł w ten świat. Albo się go kocha albo omija szerokim łukiem, niewiele jest osób, które nie zaliczają się do tych grup. Ten rok przyniósł nam 10 sezon nowych przygód Władcy Czasu i póki co… jestem zachwycona.

Należałoby zacząć od nowości, a dokładniej nowej towarzyszki Doktora. Clara nie cieszyła się sympatią wielu fanów, Bill natomiast nieszczególnie cieszy się moją. Zdaje się być jednocześnie sympatyczna i irytująca, co sprawia, że ją lubię i nie przepadam za nią jednocześnie (choć zapewne przeczy to logice). Twórcy postanowili iść modną ścieżką równouprawnienia i gender, robiąc z Bill czarnoskórą lesbijkę. Może to i trochę absurdalne, ale ma pewien plus – ten sezon obędzie się bez dyskretnego romansu między Doktorem, a jego towarzyszką. Tego mieliśmy już pod dostatkiem. Nie tylko Bill jest nowym nabytkiem serialu, ale również Nardole. O ile potrafię wykrzesać w sobie sympatię do nowej towarzyszki, tak łysy kosmiczny grubasek po prostu mi nie pasuje. Jego wkład w historię jest tak niewielki, że serial obyłby się bez niego, ku mojemu zadowoleniu.

Powyższa krytyka nie przeszkadza mi jednak zachwycać się 10 sezonem. Gdy na ekran wchodzi Peter Capaldi, to zbędny Nardole i Bill, która nie należy do moich ulubionych postaci, są całkiem znośni. Dwunastego Doktora polubiłam natychmiast, gdy pojawił się w serialu. Tym bardziej żałuję, że przyjdzie mi się z nim rozstać w 11 sezonie. Capaldi jest Doktorem idealnym, któremu udało się upchnąć na pierwsze miejsce mojego podium, razem z Davidem Tennantem. Nie zmienia tego nawet fakt, że niektóre historie to dla mnie za wiele – jak scena z gitarą i czołgiem w średniowieczu na początku 9 sezonu.

Czas przejść do treści – pod względem fabuły jest to dla mnie najlepszy sezon Doktora. Mam tu na myśli nie tylko panowanie Dwunastego, ale całe New Who. Historie są na najwyższym poziomie. Tajemnicza kałuża z epizodycznymi Dalekami, nawiedzony dom, tajemnice Watykanu, wiktoriański Londyn. Moimi ulubionymi odcinkami pierwszej połowy sezonu są jednak „Smile”„Oxygen”. Oba poruszają temat nie tyle kosmitów, co futurystycznej wizji Ziemi i zgubnego kierunku rozwoju ludzkości. Te dwa epizody wyglądają trochę, jak zmiksowanie typowej opowieści Doktora z historiami z serialu „Black Mirror” (który również polecam).

Krótko podsumowując – klasa sama w sobie z przyjemnością obejrzę kolejne 6 odcinków.

FilipFilip

Zaczynając oglądać serial Doctor Who byłem do niego średnio przekonany, odrzucił mnie troszkę Dziewiąty Doktor grany przez Christophera Ecclestona, który otwierał nową generację produkcji. Wraz z kolejnymi sezonami było lepiej, spędziłem wraz z protagonistą i jego towarzyszami oraz TARDIS długie godziny. Nie mogłem doczekać się każdego odcinka, zastanawiając się nad tym, co przyniesie kolejny tydzień, kogo spotkamy w następnej podróży, z kim przyjdzie się zmierzyć dzielnemu kosmicie!

Tego roku mamy przyjemność oglądać już dziesiąty sezon serialu Doctor Who, minęła już połowa, a ja… podobnie jak Manu, jestem nim zachwycony, a do tego muszę przyznać, że nieco zaskoczony. Myślałem, że Dziesiąty Doktor, którym został David Tennant będzie już do końca moim ulubionym, ale nic bardziej mylnego. Mam wrażenie, że Peter Capaldi urodził się, by zagrać tę postać, bawi się nią, wczuwa się, dodaje swoje smaczki, jak granie na gitarze. Wspominana przez Manu akcja z czołgiem, „wiosłem” i średniowieczem była jednym z moich ulubionych momentów w całym serialu.

W porównaniu do poprzedniego sezonu mamy tu kilka nowości – nowa towarzyszka Doktora, Bill oraz denerwujący grubasek, były pracownik River Song, Nardole. Jakoś od początku nie potrafię zdobyć się na choć odrobinę sympatii w stronę tych postaci. Podczas, gdy czarnoskóra kompanka coś wnosi do fabuły, aktorka nie jest zła, zniósłbym jej widok, to kosmita im towarzyszący wydaje się być zbędnym dodatkiem, który swoją obecnością, za każdym razem, powoduje we mnie nerwy i chciałbym się go jak najszybciej pozbyć z ekranu. Dziwne, że Doktor jeszcze go toleruje, no cóż…

Mimo wszystko, napawam się 10. sezonem tak, jak żadnym innym przedtem. Odcinki zaskakują i mi również przypominają futurystyczne seriale w stylu „Black Mirror” (szczególnie wyżej wspomniany przez Manu odcinek „Smile”). Mam dwa ulubione i jest to właśnie „Oxygen”, gdzie zobaczyłem zombie! No i drugi faworyt, to oczywiście przywodzący na myśl stare horrory z grupą nastolatków zamieszkujących nawiedzony dom, odcinek pod tytułem „Knock Knock”. Prawie za każdym razem narzekam mojej ukochanej, że za mało jest wstawek bohatera grającego na gitarze, choć ostatnio stracił coś, czego nie chciałby stracić nikt. Historie w porównaniu do poprzedniego sezonu są piękne, po prostu piękne! Zupełnie jakby pomysły na nie szły z zupełnie innego źródełka. Na koniec chciałbym powiedzieć o wadach, dokładniej o jednej. Największym minusem dziesiątego sezonu serialu Doctor Who jest fakt, iż Peter Capaldi kończy w nim swoją przygodę z produkcją i będziemy mieli kolejną inkarnację. Mój ulubiony, Dwunasty Doktor odejdzie…

Podsumowując – sezon niesamowity, kwintesencja sci-fi! Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych 6 odcinków, bo wiem, że będę się bawił równie dobrze!

3

Poznaj inne nasze wpisy

Tabu – powiew XIX-wiecznego Londynu

2 Responses

  1. ja, jak nie przepadałem za capaldim, tak coraz bardziej się do niego przekonuję.
    nie wiem na ile to jego załuga, a ile w tej ocenie zmiany towarzyszy, ale jest to najlepszy sezon capaldiego jako doktora

  2. adeknijak

    Nie wiem co ludzię mają do Clary. Ja ją bardzo lubiłem i tęsknie za nią. A co do Bill, to też ją mocno lubię. Bym zapomniał… Nardole. Uważam, że jest idealnym uzupełnieniem, bardzo go lubię. Jak narazie 10 seria zapowiada się epicko, aż boje się 11 sezonu 🙁

Dodaj komentarz