29
Mar
2017
2

Dlaczego Marvel/Netflix robi to lepiej?

Od kilku lat rośnie popularność serialowych ekranizacji komiksów. Podobnie, jak na kartach komiksów rywalizacja rozgrywa się głównie między bohaterami Marvela, a DC Comics. W ostatnim czasie jednak bardziej między Netflixem, wypuszczającym część produkcji Marvela i The CW, zajmujące się światem DC Comics. W naszym mniemaniu szala przechyla się zdecydowanie na jedną stronę.

Opinia

Walka między wydawnictwami Marvel i DC Comics trwa od zarania dziejów. Dobra, może trochę krócej. W ostatnich latach weszła jednak na nowy poziom, gdy popularność zyskały seriale o superbohaterach. Na pozycję czołową wyłoniły się dwie wytwórnie, jedną z nich jest współpracujący z Marvelem – Netflix, drugą jest należące do Warner Bros. – The CW, które zabrało się za bohaterów ze stajni DC. Opinie fanów są podzielone, a każdy uparcie obstaje przy swoim, niekoniecznie posiadając racjonalne argumenty. Wsadzając kij w mrowisko spróbujemy udowodnić Wam, że Marvel/Netflix nie pozostawia szans konkurencji.

Jedność uniwersum Marvela daje mu przewagę nie tylko nad The CW, ale nad DC Comics jako całością. Wszystkie postacie żyją w tym samym świecie, nie znajdziemy sytuacji, w której którykolwiek z bohaterów telewizyjnej produkcji zdubluje się w serialu, tak jak w DC ma to miejsce z Flashem. Dla Netflixa nie jest to problem, wręcz przeciwnie, wykorzystuje to wrzucając do swoich produkcji rozmaite Easter Eggi – nie tylko komiksowe, ale też filmowe. Może dzięki temu, w przyszłości, czeka nas crossover świata serialowego i komiksowego, kto wie? Marvel nie wykorzystuje w Netflixie postaci, które mają duże znaczenie dla całości, stara się brać mniej znanych herosów, aby nie musieli potem nikogo zabijać.


Mapa uniwersum Marvela

Całkiem sporym i często poruszanym problemem w produkcjach The CW są efekty specjalne. Szczególnie rzuca się to przy okazji The Flash, gdyż tam towarzyszą nam na każdym kroku. Trudno to inaczej ująć… są po prostu słabe. O ile efekty błyskawic w trakcie biegu Barry’ego Allena nie biją tak po oczach, choć daleko im do doskonałości, to sceny walki są nie do zniesienia. Starcia Flasha ze złoczyńcami wyglądają, jak ze średniej jakości gry sprzed 10 lat. Postacie wyglądają jak szmaciane kukiełki latające bezwładnie po ekranie. Zwolennicy tej produkcji zasłaniają się budżetem, ale nie jest to problem, którego nie dałoby się rozwiązać. Seriale stacji The CW mają ponad 20 odcinków w sezonie, gdyby zmniejszyć ich ilość, można byłoby zająć się jakością. Nie trzeba nawet zbytnio zmieniać fabuły. Każda z tych produkcji ma w trakcie sezonu przynajmniej kilka odcinków, które niemal nie posuwają fabuły do przodu i są typowymi zapychaczami. Spokojnie dałoby się przenieść tych kilka scen do innych epizodów, a zaoszczędzony budżet przeznaczyć na dopracowanie efektów specjalnych.

Wspominając o budżecie, obie wytwórnie poświęcają mniej więcej taką samą ilość środków na jeden odcinek, a przy tym produkcje Marvel/Netflix wyglądają dużo bardziej profesjonalnie. Jeśli chodzi o obraz, to efekty specjalne nie są jedynym defektem. Obie wytwórnie produkują seriale, jednak widzimy tu ogromną różnicę w umiejętnościach scenarzystów, jak i ludzi zajmujących się stroną techniczną. Klatki w Netflixie nagrywane są w niesamowitej jakości, porównywalne do tych, które oglądamy w wysokobudżetowych filmach. Każdy z seriali jest dopracowany i do tego w technice HDR, co daje wrażenie niemal idealnego obrazu. Widać, że producenci przykładają się do miejsc, w których robione są zdjęcia, wszystko wygląda klimatycznie, rzadko można się do czegoś doczepić. Natomiast jeżeli chodzi o The CW, to momentami wygląda, jakby zajmowali się tym amatorzy. Faktem jest, że gdyby porównać fragmenty z obu wytwórni, to bez wątpienia większość ludzi wskazałaby, że zdjęcia z produkcji DC należą do serialu i to niskobudżetowego, w przeciwieństwie do serialowego MCU.

Tom Cavanagh i Grant Gustin

Gra aktorska to kolejny element przechylający szalę na korzyść seriali Marvela. Znów, tak jak w przypadku obrazu natychmiast da się zauważyć, nawet po krótkiej scenie, że większość aktorów powinno nadal siedzieć w musicalowych serialach dla nastolatków (sorry, Gustin). Są tacy, którzy w DC wykonują swoją robotę bardzo dobrze i ratują seriale (Tom Cavanagh), jak tylko mogą, choć szczerze mówiąc, nie zawsze się to udaje.

Zatrzymajmy na chwilę paradę dissów w stosunku do seriali The CW, czas odpowiedzieć na pytanie: w czym lepszy jest duet Marvel/Netflix? Po prostu – we wszystkim. Zaczynając od fabuły, która spaja odcinki w taki sposób, że trudno oderwać się od ekranu. Nie znajdziemy tu zapychaczy, bo scenariusz jest idealnie dopracowany, czego nie znajdziemy u konkurencji (odcinki pisane w trakcie sezonu). Dzięki temu odbieramy sezon jako całość, a nie poszczególne epizody, którym często brakuje wspólnego mianownika.

Luke Cage

Wspomnieliśmy już o efektach wizualnych, ale warto tu odpowiedzieć na częste zarzuty fanów The Flash czy Arrow. Owszem, w serialach Marvela nie odnajdziemy tak wielu efektów specjalnych, ale stoją one na najwyższym poziomie. Widać, że postawiono na jakość, nie ilość. Z pewnością należy też wspomnieć, że w Netflix skupiają się na głównym złoczyńcy, który jest obecny przez cały sezon, a nie wprowadzają koncepcji “villain of the week”, co jest częstym zabiegiem w The CW. Może było to dobre i ciekawe w pierwszych sezonach, ale w kolejnych zaczęło nudzić i sprowadzać produkcje na coraz niższy poziom (nie można wybaczyć The Flash takiego spaprania Mirror Mastera, który jest jednym z najbardziej znanych nemezis tego bohatera).

I to by było na tyle. Nie zostawiliśmy suchej nitki na serialach The CW i nie jest nam przykro. Zwolenników zarówno jednej, jak i drugiej strony zachęcamy do dyskusji.

2

Poznaj inne nasze wpisy

KOMIKS NA RAZ #2 – Horror w sielankowym Riverdale
KOMIKS NA RAZ #1 – Zmarnowana okazja DC Comics
Seria Niefortunnych Zdarzeń – świat groteski i absurdu
Deadpool the Duck – komiksowe pomieszanie z poplątaniem

Dodaj komentarz